Monarchia pajdokratyczna

Sztuki Maliny Prześlugi oglądam z prawdziwą przyjemnością. Ostatnio mam ku temu wiele okazji, bo niedawno zakończona TEATROTEKA FEST 2020 przyniosła dwie realizacje jej tekstów, „Dziób w dziób” i „Pustostan”, a 26. Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej aż cztery.

Najpierw doświadczałam sensorycznych wrażeń za sprawą „Halo, Kosmos” (Teatr Animacji w Poznaniu), potem zasiadłam na widowni fantastycznego spektaklu „Chodź na słówko 3” (Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu), następnie dowiedziałam się, co kryje się za przewrotnym tytułem „Wszystko jest dobrze, jesteśmy szczęśliwi” (Teatr Współczesny w Szczecinie), a na koniec starałam się porachować „Ile żab waży księżyc” we Wrocławskim Teatrze Lalek. Tej właśnie premierze poświęcam mój wpis.

Rakieta powstała dzięki technologii „rysunek live”. Fot. Natalia Kabanow

Jej przesłaniem jest myśl, że samotna egzystencja jest obca naturze człowieka. Niezależnie od tego, czy jest się Królem, czy małym Chłopcem, potrzeba bliskości, rozmowy i bycia (dla kogoś) ważnym jest dokładnie taka sama. By dojść do tej prawdy i zaprosić Chłopca do swego życia samolubny Król musi przejść długą drogę. Na początku męczą go abstrakcyjne pytania malca (Jaki kolor mają przytulaski?, Ile żab waży księżyc?), który rujnuje jego starannie zaplanowany grafik i codzienne zwyczaje. Monarcha stara się go wygnać, a kiedy to nie przynosi skutku – porzucić w dziupli i w kraterze wulkanu. W końcu jednak odzywa się w nim tęsknota za arcyciekawskim psotnikiem. Wzajemny stosunek obu postaci można porównać do przekomarzanek Żurawia i Czapli, lecz z czasem przeradza się on w mocną przyjaźń lub nawet miłość, których wyrazem jest posiadanie wspólnego domu i regularne rejsy na księżyc, by sprawdzić, ile też on waży żab, zebr, jaszczurek i co się tylko komu wyśni.

Chłopiec podąża za Królem krok w krok. Fot. Natalia Kabanow

W spektaklu Agaty Kucińskiej zastosowano rysunek live, korzystając ze współpracy z organizacją CLOUD THEATRE (Teatr w chmurze). Okazało się, że jest to znakomity sposób na tworzenie – rysowanie jakby fluorescencyjnym rysikiem o różnej grubości kreski – scenografii na żywo. Zawijasy i dźwięko-warzywa, rakietę i źródełko, każdy kształt można wyczarować z pomocą tej niesamowitej technologii. Byłam naprawdę pod dużym wrażeniem, zwłaszcza, że z mojego fotela widziałam Sebastiana Siepietowskiego obsługującego „konsolę rysunkową”.

Drogi Króla i Chłopca w końcu się przecinają. Fot. Natalia Kabanow
Strażnicy u źródełka. Fot. Natalia Kabanow

Niemal każda postać – Król, Chłopiec, Strażnik 1, Strażnik 2 – była grana jednocześnie w planie żywym i lalkowym. Jedynie naturalnych rozmiarów Zebra, hybrydowe stworzenie łączące ludzki napęd na cztery nogi (obute w zgrabne kopytka!) i lalkową konstrukcję, występowała w jednej postaci. Prześlicznej, dodajmy. Jej wejście wiązało się z pojawieniem się słownych gier, w których Malina Prześluga, specjalistka od słówek, jest bardzo mocna. I tak dowiedzieliśmy się, że zebranie to spotkanie z zebrą, zaś konferencja z szympansem zwie się szympozjum.

Zebranie. Fot. Natalia Kabanow

Rafał Budnik, odpowiedzialny za konstrukcję lalek, zdecydował się na pacynki, które były sporządzone tak, że dłoń lalkarza tkwiła we wnętrzu niewielkiej lalki (palce uruchamiały ręce i nogi), zaś głowa była osobno – animowano ją za pomocą drugiej ręki. Lalkarze znakomicie oddawali drobne ruchy, np. chodzenie po schodach w przód i w tył, zakładanie nogi na nogę. W scenach żywoplanowanych także wszystko przebiegało bez zarzutu. Radosław Kasiukiewicz (Król) i Agata Cejba (Chłopiec) zagrali naprawdę udane role. Podobnie, jak występujący w rolach Strażników Patrycja Łacina-Miarka i Konrad Kujawski. Zostali oni wyposażeni w wielkie dłonie z silikonu. Na początku nie rozumiałam tego pomysłu, bo różne przedmioty, które podawali Królowi mogły być dostarczane także dłonią standardowego rozmiaru. Wszystko się wyjaśniło, gdy po ich rezygnacji Król założył obie dłonie i okazało się, że ma dwie lewe ręce, choć sądził, że to niesamodzielni poddani potrzebują go do wykonania najdrobniejszej czynności. 

Król dostawał wszystko podane na … dłoni! Fot. Natalia Kabanow

Aktorzy podjęli próbę interakcji z publicznością, która występowała w roli poddanych. W trakcie oglądanego przeze mnie spektaklu, 11 marca 2020, w przeddzień zamknięcia teatrów w całym kraju z powodu epidemii coronawirusa, gdy i widownia WTL była mocno przerzedzona, próba ta wypadła nadzwyczaj dobrze. Lena, Janek i inne dzieci przedstawiały się chętnie, wykonywały też spontaniczne podskoki i wydawały frymuśne dźwięki na znak, że znakomicie sobie radzą bez Króla. Vivat pajdokracja!

Ponieważ mój praktyczno-techniczny umysł nie chciał przyjąć, że pytanie zaklęte w tytule sztuki jest abstrakcyjną metaforą, wykonałam małą kalkulację i podaję do wiadomości publicznej, że Księżyc waży 2,44923333E+22 żab goliatów!

2 thoughts on “Monarchia pajdokratyczna

  1. Niezwykle opisowo i precyzyjnie ujęta recenzja przedstawienia lalkowego. Przeczytałam z wielką przyjemnością i pewnym podziwem dla pani warsztatu językowego i oryginalności odbioru.

    1. Bardzo dziękuję Pani Magdo, z dużą przyjemnością oglądam lalkowe spektakle, choć do precyzji w ich opisie jeszcze mi bardzo daleko:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *