Fuzja talentów, czyli „Ander-sen”

Od 22 lutego 2020 można śnić na jawie w łódzkim Teatrze Pinokio. Spektakl „Ander-sen” w reżyserii Tomasza Kaczorowskiego zawiera trzy składniki widowiska teatralnego, które osobno intrygują, a w tercecie zachwycają: nieszablonową proporcję słowa i obrazu, olśniewającą oprawę plastyczną i aktorów śpiewających.

Przewodniczką po świecie opowieści napisanej przez Bronisława Maja jest Czarownica, która łowi do swej baśni słowa i postacie z klasycznych utworów Hansa Christiana Andersena: „Krzesiwo”, „Mała Syrena”, „Calineczka”, „Ołowiany Żołnierz” i „Królowa Śniegu”. W tej roli występuje Piotr Osak, ubrany w czarny kostium rodem z opery i srebrną maskę. Aktor tworzy bogatą, tajemniczą postać, znakomicie modulując głos – od szeptu do krzyku. Jest jednocześnie przerażający i intrygujący, wchodzimy za nim do ciemnego lasu nie rzucając kamyczków ani okruszków. Wcale nie chcemy stamtąd wracać. Kiedy śpiewa finałową piosenkę, wyświeca się sens tytułu: Czarownica przedzierzga się w autora baśni. Wszystko, co widzieliśmy, to było „Ander-śnienie”.

Piotr Osak jako Czarownica. „Ander-sen”. Teatr Pinokio w Łodzi. Fot. HaWa
Piotr Osak jako Czarownica zdemaskowana. „Ander-sen”. Teatr Pinokio w Łodzi. Fot. HaWa

Budzi moje uznanie, że Tomasz Kaczorowski nie boi się ciszy. Pozwala wybrzmieć ruchowym etiudom aktorów i daje im szansę na zaprezentowanie różnych technik animacji. Obok lalek cieniowych w przedstawieniu pojawiają się pacynki oraz lalki z papieru i drewna. Trudno tu robić ranking, bo lalki zaprojektowane przez autorkę scenografii, Justynę Bernadettę Banasiak, budzą najwyższe uznanie za sprawą swej subtelności i piękna, ale mam swoich faworytów. To Ołowiany Żołnierz z drewna, z ruchomymi stawami i gałkami ocznymi (co miałam przyjemność dostrzec podczas krótkiej wizyty zakulisowej), animowany przez Łukasza Batko i Ropuch-pacynka. Przeuroczy i zabawny Ropuch stawiał precyzyjne kroki i wydawał bulgoczące dźwięki dzięki Małgorzacie Krawczenko. Aktorka wcieliła się także w rolę Małej Syrenki i z ogromną gracją poruszała się w swoim kostiumie z ogonem, który wcale nie był w dotyku tak aksamitny i miękki, jak wydawał mi się na scenie (zakulisowej wizyty ciąg dalszy). Uwiedziona słodkimi obrazkami z Disneya i posiadaniem w zamierzchłej przeszłości Barbie-syrenki z fioletowymi lokami, zapomniałam ile dramatyzmu i napięcia kryje się w baśni o Małej Syrenie. Dziękuję Małgorzacie Krawczenko, że mogłam sobie o tym przypomnieć.

Małgorzata Krawczenko w roli Małej Syreny. „Ander-sen”. Teatr Pinokio w Łodzi. Fot. HaWa

Dwie części spektaklu różnią się nieco klimatem. Być może dlatego, że po przerwie jesteśmy widzami jednej tylko opowieści – o Gerdzie i Kaju. Przywykliśmy do tego, że są to dziecięce postaci, tymczasem w Pinokiu grają te role doświadczeni aktorzy: Danuta Kołaczek i Krzysztof Ciesielski. Myślę, że to znakomity koncept, zwłaszcza że w spektaklu widzimy tylko fragment baśni – Gerda odnajduje zlodowaciałego Kaja w pałacu Królowej Śniegu i szczęśliwa odchodzi z nim do domu. Oboje mają już siwe włosy. Nie są dziecięcymi wędrowcami, którzy zgubili się na chwilę. To dorośli ludzie, którzy tylko pierwszy i ostatni fragment życia będą mogli spędzić razem. Wyciszona, spokojna gra aktorska dobrze oddaje tę melancholijną i wzruszającą sytuację. Podobnie, jak piosenki, które tę i niemal każdą scenę spektaklu czynią muzycznym przeżyciem. Pinokio dysponuje naprawdę znakomicie śpiewającą kadrą – myślę, że dla kompozytora muzyki, Miłosza Sienkiewicza, ta współpraca była czystą przyjemnością.

Danuta Kołaczek (Gerda) i Krzysztof Ciesielski (Kaj)
„Ander-sen”. Teatr Pinokio w Łodzi. Fot. HaWa

Szczerze mówiąc, zaskoczyła mnie wizyta w Pinokiu. Odwiedziłam tę łódzką scenę po raz pierwszy, bez uprzedzeń, ale też bez nadmiernych oczekiwań. Tymczasem to, co zobaczyłam, oczarowało mnie na wszystkich poziomach. Talenty aktorskie, muzyczne i plastyczne spojone inteligentną wizją reżyserską. Mam nadzieję, że także inni koledzy recenzenci nabiorą animuszu na regularne odwiedzanie Pinokia. Okazuje się, że wystarczy jedna wizyta, by poczuć ogromną ciekawość kolejnych premier.

2 thoughts on “Fuzja talentów, czyli „Ander-sen”

  1. A parafrazując Pani słowa, dla mnie wystarczyła jedna wizyta na Blogu, by poczuć ogromną ciekawość kolejnych recenzji przy okazji następnych premier łódzkiego Pinokia. Jaka szkoda, że aktorzy teatrów dla najmłodszych (z pozoru oczywiście) nie są przedstawiani w mediach w kategorii Gwiazdy Sceny. A przecież, dzięki ogromnemu talentowi i umiejętnościom, w pełni zasługują na miano Gwiazd.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *