Teatr moralnego niepokoju

Pasjonaci teatralnych wypraw do Opola wiedzą, że aby z dworca dostać się do Teatru im. Kochanowskiego, trzeba wejść na wysokie schody prowadzące do kościoła, a następnie przejść przez mały kościelny park, gdzie na ławkach siedzą Marek Grechuta i Starsi Panowie, by potem wyłonić się po drugiej stronie, gdzie wita nas zgoła odmiennym klimatem Solaris Center. I ja odbyłam w piątek 27 września 2019 tę sympatyczną marszrutkę, zmierzając na premierę Mistrza i Małgorzaty w reżyserii Janusza Opryńskiego.

Teatr im. Kochanowskiego w Opolu. Fot. Kamila Łapicka
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu na chwilę przed premierą Mistrza i Małgorzaty, 27 września 2019.            Fot. Kamila Łapicka

Po drodze zrobiłam jednak nieplanowany przystanek, aby zobaczyć innego mistrza, którego należy połączyć w parę raczej z Saskią. W Muzeum Śląska Opolskiego, u stóp kościelnych schodów, obejrzałam wystawę rycin Rembrandta! Mogłam z bliska podziwiać słynne autoportrety oraz sceny biblijne i mitologiczne. Fascynujące jest nie tylko to, że na drugim lub trzecim planie zawsze coś się dzieje, ale także skomplikowana technika tworzenia akwaforty – trzeba pamiętać o lustrzanym odbiciu i precyzyjnie operować igłą na miedzianej płycie, którą na koniec trawi kwas. W części wystawy zatytułowanej „Technika” można ten cały mechanizm prześledzić, choć ja skorzystałam z pomocy niezwykle miłego pracownika Muzeum, który opowiedział mi też ciekawostki na temat słynnych rycin. Takie, jak fakt, że patrząc na Zdjęcie z krzyża można po prawej stronie dostrzec samego autora.

Rembrandt van Rijn, "Zdjęcie z krzyża (Druga płyta)", 1633. Obiekt udostępnia: PAUart Katalog zbiorów artystycznych i naukowych Polskiej Akademii Umiejętności.
Rembrandt van Rijn, Zdjęcie z krzyża (Druga płyta), 1633. Obiekt udostępnia: PAUart Katalog zbiorów artystycznych i naukowych Polskiej Akademii Umiejętności.

Stąd już blisko do powieści Michaiła Bułhakowa. Rozmowa Jeszui Ha-Nocri (Michał Kitliński) z Poncjuszem Piłatem (Andrzej Jakubczyk) to jedna z pierwszych scen przedstawienia. Reżyser umieścił ją w sterylnych warunkach szpitalnej sali. Za chwilę aktor grający prokuratora Judei, w swoim białym kitlu podszytym szkarłatem, zamieni się bowiem w lekarza w klinice psychiatrycznej. Tymczasem trwa niezwykła wymiana zdań, która zmieni losy świata. Bułhakow przy pomocy postaci biblijnych ukazuje konflikt postaw, który nie traci aktualności po dziś dzień: wierność prawdzie i własnej naturze kontra tchórzostwo i targowica.

Znakomity jest Andrzej Jakubczyk w roli hegemona. Ma w twarzy takie napięcie, że jego ból głowy niemal promieniuje na widownię. Pozwala nam wierzyć, że Piłat z Pontu to człowiek, który rozumie o wiele więcej niż mówi, a jego wątpliwości sprawią, że być może zasłuży na swoją dawkę miłosierdzia, podobnie jak Dobry Łotr, albo Mistrz i Małgorzata.

Michał Kitliński (Mistrz), Magdalena Maścianica (Małgorzata). Fot. fot. Edgar de Poray
Michał Kitliński (Mistrz), Magdalena Maścianica (Małgorzata), Radomir Rospondek (Korowiow). Fot. Edgar de Poray

Tytułowe role grają Michał Kitliński i Magdalena Maścianica. W rozmowie Mistrza z Iwanem Bezdomnym Bułhakow opisuje ich jako istoty napadnięte i porażone przez miłość. Potajemny związek wzbudził w Mistrzu potencję twórczą, a Małgorzacie przyniósł chwile szczęścia, którego wcześniej nie zaznała, mimo posiadania pieniędzy i domu z ogródkiem (oraz męża). W spektaklu widzimy kolejny etap związku kochanków, znaczony rozstaniem, tęsknotą i szaleństwem. Kitliński dobrze ukazuje figurę artystę o sturbowanej duszy, a Małgorzata Maścianicy to z jednej strony kobieta namiętna, a z drugiej poszukująca. Stara się zrozumieć porządek świata, w którym się nagle znalazła. Krzyżują się w nim uczucie do Mistrza, wdzięczność wobec Mefista i pragnienie rozpoczęcia nowego życia. Choć w czasie balu u Wolanda aktorka biega po scenie w totalnym negliżu, jest w tym zmysłowość i sens. Podobnie, jak w kreacji Helli, onirycznie i uwodzicielsko granej przez Monikę Stanek.

Woland (Rafał Kronenberger) Fot. Edgar de Poray
Solówka Wolanda (Rafał Kronenberger) Fot. Edgar de Poray

Andrzej Drawicz pisał o grozie ukrytej w pseudonormalności powszedniego dnia Bułhakowa. Znaczyły go strach, nieufność, aresztowania, donosiciele, ginący ludzie. I zawieszenie w artystycznej próżni, zawodowe niespełnienie. Spowity aurą diabelskiej rzeczywistości, mógł Bułhakow na własnej skórze odczuć działanie tego, o którym Drawicz pisze: „szatan naszych czasów, diabolus maior, duch prawdziwego zła”. Jego obecność skutkowała odwróceniem znaczeń, zanegowaniem prawomocności zobowiązań, utratą logicznego związku pomiędzy przyczyną i skutkiem. W tym kontekście powieściowy Woland jawi się jako „diabolus minor”. Jego misją jest przekomponowanie układów społecznych, w których pozór zajął miejsce prawdy. „Ludzki diabeł naprawia piekielne życie” – podsumował tę zamianę ról autor Mistrza i diabła.

W opolskiej inscenizacji postać Wolanda gra Rafał Kronenberger. Aktor niemal nie rozstaje się z gitarą basową. Nie jest jednak szalejącą gwiazdą rocka, raczej nestorem sceny, który odbywa tournée, dając koncerty z cyklu the best of. Diabelski mag w jego wykonaniu nadaje ton scenicznemu światu, łącząc demoniczne nuty z dystansem i ironią. Nie budzi strachu, ale respekt na pewno.

Janusz Opryński na popremierowym bankiecie. Fot. Edgar de Poray
Reżyser Janusz Opryński z zespołem na popremierowym bankiecie. Fot. Edgar de Poray

Spektakl Janusza Opryńskiego jest wierny powieści i duchowi teatru, który wciąż ma w Polsce swoje miejsce i swoich stęsknionych widzów. To teatr psychologicznego aktorstwa i nie-umownej scenografii, na opolskiej scenie zbudowanej z pieczołowitością i finezją przez Jerzego Rudzkiego. To teatr, w którym aktor identyfikuje się z postacią, a widz czuje się wciągnięty w wir wydarzeń i nie szuka odniesień do współczesności w dosłownych podpowiedziach, tylko w metaforach autora. To w końcu teatr efektowny i zachwycający. W Opolu nie brakuje elementów przynależnych tej kategorii. Wiedźmowy lot Małgorzaty zostaje z powodzeniem zastąpiony przez fantastyczne akrobacje powietrzne, które przy użyciu szarf wykonuje Martyna Pytel. Cudowności dostarczają także przechadzający się nad sceną linoskoczkowie oraz wizualizacje (Aleksander Janas, Paweł Szarzyński / kilku.com), które publiczność siedząca dookoła pola gry ogląda na kilku ekranach. Jak widać, Opryńskiemu udała się kompozycja, łącząca w idealnych proporcjach „staroświecczyznę”, nowoczesność i solidną dawkę moralnego niepokoju.

***

  • Wystawę rycin Rembrandta można oglądać do 15 października 2019.
  • Rycina Rembrandta Zdjęcie z krzyża (Druga płyta) pochodzi z Katalogu zbiorów artystycznych i naukowych Polskiej Akademii Umiejętności PAUart.
  • Przytoczone cytaty pochodzą z książki Andrzeja Drawicza Mistrz i diabeł (Michał Bułhakow), Uniwersytet Jagielloński, 1987, s. 212, 217.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *