Przeznaczenie kontra wola

Traf chciał, że obejrzałam niedawno Fatalistę. A może zostało tak postanowione przed miliardem lat? Niezależnie od tego, spektakl Wojciecha Urbańskiego w warszawskim Teatrze Dramatycznym to piękna teatralna godzina.

Autorem tekstu jest Tadeusz Słobodzianek, którego zainspirowało opowiadanie Isaaca Bashevisa Singera. Kto sięgnie do zbioru Grosiki na raj i inne opowiadania, dostrzeże, że anegdota Singera o pewnym zakochanym Beniaminie, który położył się na torach, by poślubić swoją wymarzoną Chejełe jest przytoczona wiernie, ale stanowi jedynie przyczynek do stworzenia opowieści o życiu pewnej rodziny z ulicy Krochmalnej.

"Fatalista", Teatr Dramatyczny w Warszawie, reż. Wojciech Urbański. Fot. Krzysztof Bieliński
Fatalista, Teatr Dramatyczny w Warszawie, reż. Wojciech Urbański. Fot. Krzysztof Bieliński

Rzecz dzieje się w szabatowy wieczór, który rozpoczyna się zgodnie z żydowską tradycją. Świece zostają zapalone, dłonie obmyte, pieśni odśpiewane, modlitwy odmówione. Na stole błyszczy chała i paruje złoty rosół. Ale w powietrzu wyczuwa się napięcie. Może chodzi o to, że Beniamin wrócił z pracy o dwie godziny za późno, a Lea odkryła na jego policzku ślad szminki w kolorze czerwieni strażackiej, podczas gdy sama używa jasnej wiśni? A może sprawa jest poważniejsza i nie smakuje mu rosół?

Sztuka Słobodzianka jest komedią tylko z pozoru, choć zachowuje komediową lekkość i żydowski dowcip. Autor ukazuje metamorfozę stosunków małżeńskich, które z latami tracą urodę. Szczerość, ideały, namiętność – to wszystko znika. Pojawiają się za to podjazdowe wojenki, zdrady i powoływanie się na złote rady mamusi czy tatusia, którzy przecież ostrzegali.

"Fatalista", Teatr Dramatyczny w Warszawie, reż. Wojciech Urbański. Fot. Krzysztof Bieliński
Fatalista, Teatr Dramatyczny w Warszawie, reż. Wojciech Urbański. Fot. Krzysztof Bieliński

W roli Lei występuje Magdalena Czerwińska, Beniamina gra Robert T. Majewski. Partnerują sobie naprawdę doskonale. To w polskim teatrze, przesyconym monologami, w których między wierszami brzęczy uporczywe „teraz ja”, niemała sztuka. W interpretacji Czerwińskiej najbardziej uwiodła mnie komparatystyka polskiego ułana i ormiańskiego poety, w przypadku Majewskiego – scena, w której przytacza anegdotę opisaną w Fataliście Singera i odpowiada na pytanie, czy ponownie odważyłby się dla Lei na taki wyczyn. Świetnie i naturalnie wypadają także chłopcy występujący w rolach ich synów, Jakub Strach (Abram) i Maksymilian Zieliński (Kubek).

Małoletni amatorzy futbolu rozgrywają na podwórku cykliczne spotkania Polska-Izrael. Jak powiada autor, akcja rozrywa się w Warszawie lat 30. To rodzi inny kontekst niż opowieść Singera, która rozpoczyna się w roku 1916. Kolejna różnica polega na tym, że Beniamin Słobodzianka jest przybyszem z Biłgoraja – Singerowskiego raju – nie zaś z Kurlandii. Ciekawe jest też filozoficzne zderzenie fatalizmu i woluntaryzmu, akcentujących odpowiednio prymat przeznaczenia i ludzkiej woli. Słobodzianek dodaje do tego wątek zachowania religijnej tradycji, a co za tym idzie – żydowskiej tożsamości. Czemu to służy i jaką ma wartość? Czasy, które nadeszły po opadnięciu kurtyny sprawiły, że te pytania zyskały nowy wymiar.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *