Diagnostyka narodowego organizmu

„Popiół i diament – zagadka nieśmiertelności” to nowy tytuł na afiszu Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy. Data premiery: 11 listopada 2018, nie pozostawia wątpliwości. Autorka tekstu Małgorzata Sikorska-Miszczuk i reżyser Marcin Liber zabierają głos w dyskusji o Niepodległej.

Przypadek zrządził, że tuż przed spektaklem trafiłam na „Koncert dla Niepodległej” do Katedry Legnickiej, która sąsiaduje z teatrem. W repertuarze znalazły się m.in.: „Gaude Mater Polonia”, „Rota” i „Polonez Ogińskiego” oraz fragmenty poezji – Słowacki, Norwid, Mickiewicz. Odczytano także słowa Jana Pawła II na temat miłości do ojczyzny i jej znaczenia w życiu każdego człowieka. O tym, że posługiwanie się imieniem Polska oznacza odpowiedzialność i koszt. O tym, że ojczyzna jest dobrem wspólnym.

"Koncert dla Niepodległej". Katedra Legnicka, 17.11.2018. Fot. Kamila Łapicka
„Koncert dla Niepodległej”. Katedra Legnicka. 17.11.2018. Fot. Kamila Łapicka

Tak nastrojona poszłam na spektakl o wojnie polsko-polskiej. Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że Marcin Liber stworzył znakomite widowisko. Ze śpiewem na żywo i stanowiskiem DJ-a. Ze wstawkami z „Wesela”. Z epilogiem w formie „dziadów” (lub jak kto woli – stypy), na które przybywa zastęp słynnych polskich reżyserów, aby wygłosić swoją opinię na temat realizacji scenariusza „Popiołu i diamentu” napisanego przez Andrzeja Wajdę i Jerzego Andrzejewskiego – rzecz dzieje się w drugiej połowie lat 50. Epilog jest zaskakujący w formie i treści, więc nie będę nikomu odbierać przyjemności poznawczej. Akcja przedstawienia ogarnia wszystkie teatralne przestrzenie – scenę, widownię, balkony. Szczególnie uprzywilejowana jest publiczność parteru, który zmienia się w salę bankietową Hotelu Metropol. Zamiast numeru rzędu, otrzymujemy numer stolika i spotykamy się z bohaterami twarzą w twarz. Mirek Kaczmarek, autor scenografii, stworzył teatralną cyberprzestrzeń w stylu retro.

Widownia "Popiołu i diamentu...". Autor scenografii: Mirek Kaczmarek. Fot. Kamila Łapicka
Widownia „Popiołu…”, czyli sala bankietowa Hotelu Metropol. Autorem scenografii jest Mirek Kaczmarek.               Fot. Kamila Łapicka

Jeśli ktoś przypomni sobie film Wajdy przed wizytą w teatrze, dostrzeże bez trudu, że warstwa fabularna spektaklu jest mu bardzo bliska. Jest to oczywiście wariant z wariacjami, ale wszystkie pierwszoplanowe postacie, słynne sceny oraz ikoniczne rekwizyty są na miejscu. Ciekawym zabiegiem jest dodanie profetycznych zdolności Jurgieluszce, która na co dzień zawiaduje miejscem, „gdzie ludzie dowiadują się, co mają w środku”. Odgrywa ona także rolę Śmierci, której niespieszno do odejścia, choć skondensowana akcja toczy się ostatniego dnia II wojny światowej. Bardzo dobrą kreację stworzyła w obu wariantach swojej postaci Joanna Gonschorek. Jej bohaterka, prostoduszna i szczera, mówi o śmierci ze spokojem – jest ona jednym z elementów odwiecznego cyklu przyrody i musi nadejść.

Spektakl "Popiół i diament – zagadka nieśmiertelności”. Fot. Karol Budrewicz
Spektakl „Popiół i diament – zagadka nieśmiertelności”. Danse macabre? Fot. Karol Budrewicz

„Popiół i diament…” to spektakl bardzo mocny aktorsko. Choć komplementy należą się całej obsadzie, chciałam szczególnie wyróżnić Roberta Gulaczyka w roli Drewnowskiego oraz Anitę Poddębniak grającą Marię z Ravensbrück. Obie postacie znajdują się pozornie w cieniu swoich scenicznych partnerów – Drewnowski jest sekretarzem nowej ministerialnej figury, Święckiego (Bogdan Grzeszczak), a Maria to żona komunisty Stefana Szczuki (Wiesław Cichy), która na równi z Maćkiem Chełmickim (Albert Pyśk) marzy o jego szybkiej śmierci, bo wtedy w końcu spotka się z mężem w zaświatach. Aktorzy wykorzystują każdą minutę na scenie, tworząc role mocno zapadające w pamięć. Gulaczyk łączy w postaci Drewnowskiego służalczość, zuchwalstwo i chłopski rozum, który mimo nadmiaru przyjmowanych procentów pozwala mu trzeźwo patrzeć na rzeczywistość. Natomiast Maria z Ravensbrück męczy widza, zadręcza go w najlepszy z możliwych sposobów – swoją samotnością, swoim niespełnieniem po tragicznie zakończonym życiu, swoim pragnieniem miłości.

Spektakl "Popiół i diament – zagadka nieśmiertelności”. Na pierwszym planie Robert Gulaczyk (Sekretarz Drewnowski). Na drugim planie Rafał Cieluch (Stańczyk). Fot. Karol Budrewicz
Spektakl „Popiół i diament – zagadka nieśmiertelności”. Na pierwszym planie Robert Gulaczyk (Sekretarz Drewnowski). Na drugim planie Rafał Cieluch (Stańczyk). Fot. Karol Budrewicz

Jeśli teraźniejszość odwołuje się do przeszłości, to znaczy, że chce przejrzeć się w jej lustrze krytycznym okiem. Pytania, które przynosi „Popiół i diament – zagadka nieśmiertelności” są tylko odległym echem problemów dyskutowanych po premierze filmu Wajdy. Starcie ideologicznych oponentów to w dzisiejszej rzeczywistości synonim polaryzacji postaw i możliwości (lub jej braku) funkcjonowania w zdrowiu polskiego organizmu narodowego. Tak, jak po wyjściu z filmu Wajdy, po zakończeniu spektaklu Libera, każdy musi spróbować postawić własną diagnozę, przyglądając się także sobie i swojemu postępowaniu w czasach wolności. Jedyny teatr w Legnicy po raz kolejny stawia ważne pytania w niebanalnej artystycznej formie.

EPILOG

Tym, którzy chcą trochę lepiej poznać cichego bohatera epilogu, Andrzeja Wajdę, polecam wywiad przeprowadzony w lipcu 2016, trzy miesiące przed śmiercią reżysera, przez Danę Tomczyk-Dołgij i Joannę Majewską z Fundacji Promocji Sztuki „Niezła Sztuka”. Przyznając, że „Popiół i diament” był jednym z tych filmów, które pozwoliły mu poczuć smak sukcesu, Wajda udziela czytelnikom pewnej rady:

Jeżeli mogę coś powiedzieć jako stary człowiek – dobrze jest być otwartym, bo nie wiadomo, skąd przyjdzie to, co nas czeka, co jest dla nas, a jeżeli nie dasz temu szansy, to do ciebie nie przyjdzie. Jeżeli się zamykasz i jesteś niezadowolony, ale nie idziesz nigdzie, nie szukasz zadowolenia gdzie indziej, chociaż widzisz, że to nie jest twoje miejsce, to nie miej pretensji do nikogo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *