Gra ze słuchu

Freak show jako spektakl dyplomowy? Czemu nie? Tam, gdzie w rubrykach: „reżyseria”, „scenariusz” i „dramaturgia” figuruje nazwisko Mariusza Grzegorzka, wszystko jest możliwe.

Tytuł „Pomysłowe mebelki z gąbki” nie pozwala się domyślać fabularnych niuansów, ale kolaż (raczej rollercoaster!) scen, jaki oglądamy w łódzkim Teatrze Studyjnym, już można w jego słodkiej zawiłości odnaleźć. Szczęśliwa trzynastka dyplomantów Szkoły Filmowej prezentuje na przemian sceny, które układają się w cykle: „Opis obyczajów huculskich”, „Pasja Dziewczynki z zapałkami” czy „Nabrzmiałe problemy”. Można oczywiście podjąć próbę wykrycia źródeł inspiracji – w pierwszym przypadku może to być „Opis obyczajów polskich” Jędrzeja Kitowcza i badania etnograficzne prowadzone na Huculszczyźnie przez Oskara Kolberga, w drugim – baśń Andersena, zaś w trzecim – paradokumentalne seriale telewizyjne. Jednak równie smaczna jest myśl, że „Opis obyczajów huculskich” z ich stylizowaną na staropolszczyznę składnią jest dziełem samego Grzegorzka, a dialogi budujące „Nabrzmiałe problemy” to spisane improwizacje młodych aktorów, czułych na językowe absurdy i uproszczenia płynące z małego ekranu wraz z nieodłącznym dżinglem.

Ekipa "Pomysłowych mebelków...". Fot. Filip Szkopiński
Zgrana ekipa „Pomysłowych mebelków…”. Fot. Filip Szkopiński

Mamy więc tutaj kilka odmiennych materii: współczesny język (niewolny od wulgaryzmów), archaizowaną mowę, telewizyjny slang oraz śpiew – a capella, w kapeli punkrockowej i w zespole disco polo. Aktorzy błyskawicznie przeskakują od roli do roli, ze sceny w scenę. Czasami wygłaszają jakiś „prywatny” tekst, który ukazuje nam fragment teatralnej kuchni, np. pytają, kto teraz wchodzi lub czy dźwięk do kolejnej odsłony jest gotowy.

Konwencja artystycznej swobody, bliska energii dwudziestolatków, jest z jednej strony komfortowa, z drugiej zdradliwa. Niebezpieczeństwo polega na utracie czujności i zamianie aktorskiej półprywatności – atrakcyjnego dla widowni współczesnego trendu – na całkowitą prywatność spojrzenia lub gestu, do czego „zachęcają” zwłaszcza sceny zbiorowe. Jest kilka osób, które tę pokusę odrzucają bez kłopotu i zachwyciła mnie ich sceniczna świadomość. Izabela Dudziak, Anna Paliga i Elżbieta Zajko to mistrzynie zen. Skupione i mocne. W męskim składzie podobną umiejętność mają Mateusz Grodecki i Piotr Pacek. Pacek wyposażony dodatkowo w „ten wzrok, ten lok, ten pląsik” odgrywa bardzo wdzięczną rolę „konferansjera”, czyli prowadzącego program „Nabrzmiałe problemy”. Z przyklejonym na twarzy uśmiechem bezlitośnie wyszydza telewizyjną konwencję, pełną papierowych dialogów i amatorskiego aktorstwa. Gwoli ścisłości trzeba dodać, że w „Nabrzmiałych problemach”, cyklu który pojawiał się w spektaklu najczęściej, aktorzy zamieniali się rolami i świetnie te roszady wypadały. Dzięki temu niemal każdy miał szansę wziąć udział w opowieści o perypetiach rodziny Maluchów z Łodzi, których największą bolączką było uczucie 14-letniej dziewczyny do o dwa lata starszego chłopca i nieuniknione implikacje erotyczne, jakie się z tym wiązały.

Mateusz Grodecki (z lewej) i Piotr Pacek. Fot. Filip Szkopiński
Mateusz Grodecki (z lewej) i Piotr Pacek, czyli syn i ojciec budujący swoją relację w obiektywie kamery zamiast w realnym świecie. Fot. Filip Szkopiński

Wizualna warstwa „Mebelków” to grafiki komputerowe tworzące się na oczach widzów, wirujące na ścianach. W kilku scenach pojawiają się też, zupełnie inne w wyrazie, czarno-białe kadry, a w nich huculska rodzina, noworodek łapiący powietrze. Trudno w tej wirtualnej scenografii nie rozpoznać ręki reżysera, który nomen omen ma także rękę do nietuzinkowych współpracowników. Kostiumy Tomasza Armady, dyrektora kreatywnego Domu Mody Limanka i absolwenta łódzkiej ASP, to „odzieżowa partyzantka” (polecam wywiad, z którego to określenie pochodzi). Mix praktyczności i szaleństwa. Czarne dresy w geometryczne pasy stają się bazą do tworzenia kreacji „na cebulę”. Aktorzy przebierają się w bocznych (widocznych) kulisach, wkładają peruki, dodają detale. Nie zawsze wszystko wychodzi idealnie, ale przekrzywiona muszka czy spadający but tworzą urodę tego patchworkowego świata, napędzanego energią kosmosu i młodości.

Fot. Filip Szkopiński
Na pierwszym planie Elżbieta Zajko. W pierwszym rzędzie (od lewej): Filip Warot, Karol Nowiński, Mateusz Grodecki. W drugim rzędzie: Zuzanna Puławska, Aleksandra Skraba, Izabela Dudziak. W trzecim rzędzie: Robert Ratuszny, Michał Surosz, Piotr Pacek. W rzędzie trzecim+: Faustyna Kazimierska, Anna Paliga, Ksenia Tchórzko. Fot. Filip Szkopiński

Pewnie ma to związek z postępem metrykalnym albo z patriotyzmem lokalnym, ale najbardziej zachwyciła mnie ostatnia sekwencja, czyli „ballada o smutku”. Ksenia Tchórzko mówi w ten sposób o znanym utworze Jaremy Stępowskiego „Cztery mile za Warszawą”. Śpiewa go stojąc tuż przed widownią, delikatnie i przejmująco. Towarzyszy jej na akordeonie Leszek Kołodziejski, sprawujący nad dyplomantami opiekę muzyczną. Po chwili do opowieści o tragicznych losach młodej żony zbójnika dołączają pozostali aktorzy. Śpiewają na głosy, mocno i czysto (efekt przygotowania wokalnego Izabeli Połońskiej). Sami budują scenografię – przynoszą miednice z wodą, rozciągają na podłodze czarną folię, a przed widzami białą zasłonę, która za chwilę pokryję się czerwienią. Wykonują szerokie gesty i ciekawe choreograficzne figury (stworzone przez Mateusza Rzeźniczaka), jak zmultiplikowana postać zabitego brata trzymana w ramionach przez siostrę, także występującą w kilku osobach.

Mariusz Grzegorzek powiedział, że pomysł na dyplom wyrósł z frustracji współczesną rzeczywistością. Naskórkowością więzi, brakiem szacunku, tęsknotą za wartościami. To bardzo dobre powody do robienia spektaklu i reżyser, zgodnie ze swoją artystyczną wrażliwością, potraktował je á rebours. Grzegorzek jest specjalistą w wytwarzaniu więzi – od perwersyjnych poprzez miłosne na mistycznych skończywszy. Widz jego przedstawień bez reszty angażuje swoje emocje i swój intelekt. Na teatr Grzegorzka nie można pozostać obojętnym. Tak samo jest w przypadku „Mebelków”. Perfekcyjnie skonstruowany mechanizm, który tylko z pozoru wygląda jak improwizowana próba, jest wehikułem, który przenosi młodych aktorów w różne konwencje i pokazuje ich wszechstronność. Udowadnia, że mają słuch. Na rzeczywistość. Na muzykę. Na siebie nawzajem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *