W inteligencji siła (komiczna)

Czy można w związku uniknąć zdrady i przymusowej kąpieli w stawie kłamstw (która jest alternatywą dla strawienia steku kłamstw)? Choć „Ludzie inteligentni” nie okazują się „krystalicznie wierni”, starają się zrozumieć swoich partnerów i samych siebie z pomocą wypróbowanych przyjaciół.

W 2014 roku francuski dramatopisarz Marc Fayet napisał „Ludzi inteligentnych”* i sam w nich zagrał. W 2015 sztuka zdobyła prestiżową nagrodę teatralną – Moliera dla najlepszej komedii. To rodzi pewne oczekiwania. Spektakl Olafa Lubaszenki spełnił je w stu procentach.

"Ludzie inteligentni", Teatr Imka, reż. Olaf Lubaszenko, Fot. Piotr Gamdzyk
Trzej przyjaciele spoza boiska. Bartłomiej Topa (David), Rafał Królikowski (Thomas) i Szymon Bobrowski (Alex). Fot. Piotr Gamdzyk

Pisanie o komedii czy farsie jest niełatwe i nie jestem pierwszym krytykiem, który to przyznaje. Streszczanie scenariusza (trzy pary  znające się od lat toczą rozmowy na temat swoich związków) lub opis scenografii (pomysłowe zastawki wyobrażające wnętrza trzech domów, kanapy i krzesła) nie wydaje się najlepszym pomysłem. Można jednak docenić reżysera za to, że wykonawcy bawią widzów, a nie tylko siebie nawzajem oraz aktorów za siłę komiczną, wyrazistość i wiarygodność postaci. W trio męskim, sformowanym przez Bartłomieja Topę, Rafała Królikowskiego i Szymona Bobrowskiego, każdy z wykonawców stworzył postać charakterystyczną. Przeintelektualizowany egocentryk Topy bawił tak samo, jak nieco wolniej łączący fakty (lecz pełen uroku) księgowy Królikowskiego i bohater Bobrowskiego – fuzja pantoflarza i „cichej wody”.

"Ludzie inteligentni", Teatr Imka, reż. Olaf Lubaszenko, Fot. Piotr Gamdzyk
Przyjaciółki od serca, złamanego od czasu do czasu postępowaniem bohaterów telenowel. Magdalena Boczarska (Marina), Iza Kuna (Chloe) i Magdalena Strużyńska (Gina). Fot. Piotr Gamdzyk

Panie też nie zawiodły. Magdalena Boczarska w roli ekscentrycznej artystki, która akceptuje męski, niedoskonały genotyp (skłonność do „przygód”), Iza Kuna jako uosobienie kobiety porzuconej, która uczy się rozpoznawać własną wartość i Paulina Holtz grająca (w dublurze z Magdaleną Strużyńską) nieco naiwną szczebiotkę, szukającą problemów tam, gdzie (jeszcze) ich nie ma, świetnie się uzupełniają. Siłą Fayeta jest zestawienie charakterów biegunowo przeciwnych, które w trakcie rozmów – panie obowiązkowo przy kieliszku białego wina, a panowie podczas meczu lub rundy pokerka – ujawniają swoją naturę i wspólny wszystkim lęk przed samotnością. Aktorzy grają w szybkim tempie, a wyciemnienia oddzielają krótkie sceny, które pozwalają nam na uchwycenie – na przemian – perspektywy męskiej i kobiecej. A czasami iskrzącego zwarcia.

Drugi spektakl, jaki obejrzałam w Teatrze Imka w cyklu Imka Light – pierwsi byli „Pozytywni” – okazał się udaną próbą połączenia trudnej komediowej sztuki z bardzo dobrym aktorstwem oraz treścią przystępną i ciekawą dla ogółu ludzkości. „Ten, kto kocha, błądzi” – głosi hasło reklamowe spektaklu. Warto zabłądzić w okolice pl. Trzech Krzyży w Warszawie i przekonać się, co jego twórca miał na myśli.

*”Ludzi inteligentnych” Marca Fayeta przetłumaczyła Irma Helt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *