Otchłań realnego świata

„Seksualne neurozy naszych rodziców” Lukasa Bärfussa* i „Otchłań” Jennifer Haley** to dwa współczesne dramaty grane w łódzkim Teatrze im. Jaracza. Obejrzane wieczór po wieczorze ujawniają punkty zapalne w świadomości człowieka XXI wieku.

Punkt 1. Seksualność. Wirtualna – pozornie pozbawiona konsekwencji. Realna – brzemienna w skutkach. Obie wykształcone przez pulsujące pożądanie, którego doświadczają dojrzały Sims (Andrzej Wichrowski), jeden z bohaterów „Otchłani” i wchodząca w dorosłość Dora (Natalia Klepacka), postać ze sztuki Bärfussa, celowo spowinowacona ze sławną pacjentką Freuda. Seks i pożądanie już dawno przestały być w polskim teatrze tematem tabu, więc w czym rzecz? Otóż pragnienie obojga bohaterów wyrasta na gruncie tzw. miłości zakazanej, nieakceptowanej (lub akceptowanej z trudem) w przestrzeni społecznej. Sims jest świadomym swojej choroby pedofilem, natomiast Dora posiada ukształtowaną w niepełny sposób psychikę i przed światem chroni ją „chemiczna blokada”. Kiedy zostanie zdjęta – matka rezygnuje z podawania jej leków, by zobaczyć prawdziwe oblicze swojej córki – Dora stanie się niemal seksualnym automatem, który z trudem odróżnia „pieprzenie” od uprawiania miłości. Ciąża, aborcja i niesłabnący apetyt seksualny skłaniają rodziców Dory do radykalnego rozwiązania – dziewczyna zostaje pozbawiona możliwości posiadania dzieci raz na zawsze. Bohater Wichrowskiego znajduje na swoją przypadłość nieco mniej radykalne „remedium” – projektuje wirtualną symulację, królestwo w stylu retro zwane „Zaciszem”, w którym słodkie awatary małych dziewczynek są bezwolnymi zabawkami w rękach „klientów”. Dzięki temu Sims nie krzywdzi dzieci w realnym świecie.

"Otchłań". Teatr im. Jaracza w Łodzi. Fot. Mariusz Grzegorzek
Słodycz „Zacisza”. Sims zwany Papą (Andrzej Wichrowski) i Iris (Paulina Walendziak). Fot. Mariusz Grzegorzek

Kunszt aktorów polega na tym, że słabości swoich bohaterów prezentują na bardzo ludzkim poziomie, nie prowokując niezdrowej sensacji, co przy takiej tematyce nie byłoby trudne. Reżyserzy Mariusz Grzegorzek („Otchłań”) i Waldemar Zawodziński („Seksualne neurozy…”) poczynili świetne wybory obsadowe. Andrzej Wichrowski  gra racjonalnego, choć zdesperowanego człowieka. Potrafi być czuły i uwodzicielski wobec swej ulubionej „dziewczynki” – Iris (fenomenalny debiut Pauliny Walendziak!) i bezwzględny wobec potencjalnych wrogów, gdy czuje że sprawy wymykają mu się z rąk. Przez cały czas stara się nie okazywać swoich prawdziwych uczuć, które czasami i tak dochodzą do głosu. Andrzej Wichrowski jako aktor posiada szlachetną w charakterze „wartość dodaną”. Widząc go na scenie nie sposób zatrzymać myśli, które przywołują postacie bohaterów szekspirowskich i inne znakomite role ze sztuk Dürrenmatta, Millera czy Bernharda, które zagrał na scenie Jaracza. Dzięki temu jego bohaterowi jesteśmy w stanie wybaczyć więcej, usiłujemy go zrozumieć, a nawet docenić jego wysiłki w chęci dobrowolnego odseparowania się od społeczeństwa.

Z kolei Natalia Klepacka, absolwentka Łódzkiej Szkoły z roku 2016, dostała rolę – wizytówkę, którą umieszcza w przegródce „talent” każdy wrażliwy widz. Jej Dora to długowłosa, kierowana instynktami istota bez makijażu, cierpiąca na rozmaite nerwowe przyruchy. Nie ma w nich jednak sztuczności, publiczność nie patrzy na scenę wstydliwie, jak to czasami bywa w „Dybukach” czy „Nocach Helvera”. Ma rację „chłopak Dory”, Elegancki Pan (przerażająco wiarygodny jako wulgarny dewiant Bogusław Suszka), kiedy nazywa ją „aniołem”. Klepacka zbudowała postać zagubionej młodej kobiety, która „umie czytać, ale nie potrafi zapamiętać”. Stara się wszystko zrozumieć, ale świat okazuje się zbyt skomplikowany – pełen słów, które znaczą coś innego, niż wypowiadająca je osoba ma na myśli.

"Seksualne neurozy naszych rodziców". Teatr im. Jaracza w Łodzi. Fot. Greg Noo-Wak.
Zwarcie z rzeczywistością. Matka Dory (Urszula Gryczewska) i Dora (Natalia Klepacka). Fot. Greg Noo-Wak

Punkt 2. Wirtualne – realne. Opozycja zapowiedziana w punkcie pierwszym jest mocno zaznaczona w obu dramatach. W „Seksualnych neurozach…” realne staje się życie Dory, gdy przestaje brać lekarstwa. Farmakologicznie wytworzony „wirtualny” świat, w którym żyła przez ostatnie lata, uczynił z niej człowieka bez emocji, bez śmiechu i bez łez. Zwykle uciekamy w wirtualny świat, zaś ucieczka Dory jest paradoksalnie powrotem. „Witaj Dora, witaj w świecie” – mówi jej matka, kiedy córka po raz pierwszy od dawna wyjawia, co jej się podoba, a co nie.

W utworze Jennifer Haley ma miejsce odwrotne zjawisko. Rzecz dzieje się w przyszłości, kiedy jedynym dowodem na istnienie człowieka jest login, a miejscem życia tytułowa cyberprzestrzeń o nazwie „Otchłań”. Natura jest tam produktem luksusowym. Dowiadujemy się tego z wypowiedzi młodej detektyw Morris, którą Agnieszka Skrzypczak gra precyzyjnie i chłodno, choć jednocześnie czujemy, że jej pancerz jest nieszczelny, a ona sama spragniona uczucia. Gdy przesłuchuje Simsa, zdumiewa nas jego bogactwo:

Pańska symulacja jest nie tylko popularna, ale też wysoce zyskowna. Dzięki niej może pan sobie pozwolić na (zerkając do raportu) dwadzieścia metrów kwadratowych prawdziwego trawnika wokół swojego domu z piaskowca. Oraz na ogród z zielonym groszkiem i burakami. Stroje pańskiej żony wykonano z bawełny. Dlaczego, pomimo takiej zamożności, wybiera pan życie cienia?

Ilu z nas wybiera życie internetowego cienia? I co dla każdego oznacza „Zacisze”, które na scenie Jaracza jest ożywioną fotografią z XIX wieku, pełną architektonicznych detali, szykownych strojów i dźwięków natury?

"Otchłań". Teatr im. Jaracza w Łodzi. Fot. Mariusz Grzegorzek
Przesłuchanie w cyberprzestrzeni „Otchłani”. Detektyw Morris (Agnieszka Skrzypczak ) i Sims (Andrzej Wichrowski).                 Fot. Mariusz Grzegorzek

Punkt 3. Ucieczka od odpowiedzialności. Mechanizm, któremu poddają się nawet silne i inteligentne jednostki, takie jak nauczyciel fizyki z „Otchłani”, Doyle (gościnna rola Krzysztofa Zawadzkiego ze Starego Teatru). Mimo wybitnych osiągnięć dydaktycznych oraz posiadania żony i córki, Doyle jest gotów zniknąć w „Zaciszu” na zawsze. Znajduje tam akceptację i doznania, których najwyraźniej brak mu na co dzień. Zawadzki bardzo dobrze zagrał neurotyczną postać, uwięzioną w pętli własnych uczuć.

W „Seksualnych neurozach…” mamy do czynienia nie tyle z ucieczką od odpowiedzialności, co z ogromnym apetytem na tę eskapadę. Z jednej strony rodzice Dory (grani przez Urszulę Gryczewską i Mariusza Witkowskiego) zajmują się nią, jak potrafią najlepiej, ale z drugiej strony kaleczą się wciąż oskarżeniami o to, kto ponosi winę za inność ich córki. Matka porównuje Dorę do nieudanego potomstwa zwierząt, które natura sama eliminuje. Przyznaje, że miała nadzieję, iż w przypadku jej własnego dziecka zadziała ten sam drastyczny mechanizm samoregulacji. Dora okazała się jednak „twarda jak skóra”. Jej ewidentnie niezbyt szczęśliwi rodzice szukają zapomnienia w sferze erotyki, ale nie widać pozytywnych skutków działań tej „pary, w średnim wieku, czystej, zadbanej, z poczuciem zmysłu do wszystkiego, co daje wspólną przyjemność”. Matka poświęca się wyłącznie opiece nad Dorą, a mimo to dziewczynie udaje się ją przechytrzyć i wymykać się na randki z Eleganckim Panem. Pozbawienie zdrowej fizycznie dziewczyny możliwości posiadania dzieci, przekonując ją, że jest to operacja odwracalna, wydaje się w XXI wieku demagogiczną i egoistyczną decyzją, która ma uchronić rodziców Dory od dodatkowych kłopotów. Argumentacja lekarza (psychiatry), który prowadzi terapię Dory także jest symptomem współczesności:

To w dzisiejszych czasach nic takiego, naprawdę nic. Wiele, nowoczesnych, mądrych kobiet, które nie chcą mieć dzieci, decyduje się na to. Swojej kobiecości nie chcą potwierdzać wyłącznie macierzyństwem.

"Seksualne neurozy naszych rodziców". Teatr im. Jaracza w Łodzi. Fot. Greg Noo-Wak
Dora (Natalia Klepacka). Fot. Greg Noo-Wak

Wnioski końcowe: To nie jedyne społeczne diagnozy, jakich dokonują (lub pozwalają ich dokonać swoim widzom) Waldemar Zawodziński i Mariusz Grzegorzek. Jednak już te trzy punkty zapalne wskazują, że twórcy nie idą łatwą drogą, wyznaczając kierunek rozwoju jednej z najlepszej moim zdaniem scen w Polsce. Sceny, która proponuje skończone, precyzyjne dzieła. W epoce spektakli patchworkowych, spektakli-instalacji oraz spektakli-improwizacji, gdzie czasami próżno szukać sensu i myśli autora umieszczonego na plakacie, jest to wartość nie do przecenienia. Siłą Jaracza są bardzo dobre teksty – klasyka albo niebanalne obcojęzyczne dramaty współczesne – i mocny zespół, pełen charyzmatycznych osobowości. Publiczność docenia też psychologiczne aktorstwo i scenografię, która współgra z treścią dramatu, czego nie da się powiedzieć o wielu spektaklach w naszym kraju. Na obu przedstawieniach, które oglądałam, widownia była pełna i oklaskiwała aktorów na stojąco. A nie były to spektakle premierowe. Jaracz najwyraźniej rozpoznaje potrzeby mieszkańców Łodzi i może liczyć na ich zainteresowanie, gdy na afiszu pojawia się nowy tytuł. Modelowa symbioza.

 

*„Seksualne neurozy naszych rodziców” Lukasa Bärfussa przetłumaczyła Izabella Elwira Rozhin. Sztuka znajduje się w zasobach Agencji Dramatu i Teatru ADiT.

**”Otchłań” Jennifer Haley przetłumaczył Jacek Kaduczak. Sztuka znajduje się w zasobach Agencji Dramatu i Teatru ADiT.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *