Czy temat Powstania Warszawskiego jest teatralnie wyczerpany?

W tym roku szansę, by swoim teatralnym głosem włączyć się w opowieść o Powstaniu Warszawskim dostała Natalia Korczakowska. Jednak „Ajas Maszyna” mógłby zostać zagrany w dowolnym momencie sezonu teatralnego i niekoniecznie w Sali pod Liberatorem.

Przedstawienia, które mają swoją premierę w nocy z 1 na 2 sierpnia w Muzeum Powstania Warszawskiego swój niepowtarzalny klimat zawdzięczają w dużej mierze temu, że twórcy próbują z nowej perspektywy przedstawić jakiś aspekt powstańczej walki lub jej konsekwencji. Co roku na widowni zasiadają seniorzy, którym tamtych doświadczeń nie trzeba przybliżać albo ich dzieci i wnuki, ciekawi jak współcześni reżyserzy, bardzo często z młodego i średniego pokolenia, twórczo przetworzą ważny moment z polskiej historii najnowszej. W pewnej mierze zrezygnował już z tej szansy Iwan Wyrypajew, który w ubiegłym roku wystawił „Dzienniki czeczeńskie” Poliny Żerebcowej, adaptację wojennego pamiętnika dziewczynki z Groznego. Mimo topograficznego dystansu, tekst był emocjonalnie bliski dramatyzmowi powstańczych przeżyć, na tyle, na ile dziś jesteśmy w stanie je sobie wyobrazić. Jednocześnie spektakl stał się uniwersalną opowieścią o życiu i dojrzewaniu nastoletniego umysłu, który próbuje zrozumieć reguły wojny. Wykonawca tego monodramu – Andrzej Seweryn, pokazał go potem kilkakrotnie na scenie warszawskiego Teatru Polskiego (można go było obejrzeć jeszcze w maju 2018). Podobnie, jak „Ajas Maszyna”, „Dzienniki” nie zostały w szczególny sposób wpisane w przestrzeń MPW, więc spektakl przedłużył swój żywot poza kilka pierwszych dni sierpnia.

"Ajas Maszyna", reż Natalia Korczakowska. Fot. R. Wielgus/Muzeum Powstania Warszawskiego
„Ajas Maszyna”, reż Natalia Korczakowska. Fot. R. Wielgus/Muzeum Powstania Warszawskiego

W wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” Natalia Korczakowska przyznała, że nie chciała, by jej spektakl stał się kolejnym przyczynkiem do rozmowy o słuszności powstańczej walki:

Moim zdaniem to dziś już jałowa dyskusja, nikt nie jest w stanie powiedzieć nic nowego. Jak w każdym konflikcie racje obu obozów są już tak rozbudowane, polaryzacja tak wielka, że jeśli nawet chcesz podjąć temat obiektywnie, zostajesz szybko zawłaszczony przez którąś ze stron. Stąd zamiast opowiadać ludziom, którzy przeżyli powstanie, o tym, co przeżyli, wolę rozmawiać z nimi o sytuacji dzisiejszej demokracji, dzisiejszej polityki historycznej i aktualnej technologii wojny.

„Ajas Maszyna” nie odnosi się więc w bezpośredni sposób do Powstania. Prezentowany w jakimkolwiek polskim teatrze, byłby uważany za zwyczajny, repertuarowy spektakl. Tekst łączy w sobie „Ajasa” Sofoklesa oraz jego przepisaną wersję – „Mówcę Ajasa” Michała Bajera. Starogrecka opowieść zyskała tym samym współczesny kontekst – słynny z dzielności uczestnik wojny trojańskiej stał się cyborgiem, maszyną do zabijania kierowaną zdalnie przez superkomputer „Atena”. Mimo pozornej perfekcji i nieczułości („On nie ma żadnego zdania. Jego myśli to odruchy”), w Ajasie obudziły się pierwiastki ludzkie i potraktowany niesprawiedliwie przez greckich wodzów, postanowił się zemścić. Jego historia ma być dowodem na to, jak łatwo w dzisiejszych czasach manipulować wizerunkiem bohatera, który można zbudować lub zniszczyć w medialnej wojnie.

"Ajas Maszyna" fot. R. Wielgus/Muzeum Powstania Warszawskiego
„Ajas Maszyna”. Dariusz Maj (Menelaos) i Halina Rasiakówna (Mówca). Fot. R.Wielgus/Muzeum Powstania Warszawskiego

Wśród wykonawców wyróżniały się kobiece role Haliny Rasiakówny i Ewy Błaszczyk. Pierwsza grała Mówcę, cieszącego się niepowszednią sławą, druga zaś Agamemnona, zwierzchnika koalicji Greków. Obie miały szansę pokazać swoje retoryczne umiejętności, stając przed mikrofonami wobec zgromadzonego tłumu, co widzowie oglądali na ekranach, niczym kadry z debaty przedwyborczej.

"Ajas Maszyna", reż. Natalia Korczakowska. Fot. R. Wielgus/Muzeum Powstania Warszawskiego
„Ajas Maszyna”, reż. Natalia Korczakowska. Dariusz Maj (Menelaos) i Ewa Błaszczyk (Agamemnon). Fot. R.Wielgus/Muzeum Powstania Warszawskiego

Tytułowy przydomek „Maszyna” kieruje myśli ku Heinerowi Müllerowi. Jego krótki, ale obdarzony dużym potencjałem teatralnym utwór Die Hamletmaschine to dekonstrukcja oryginału. AKTOR GRAJĄCY HAMLETA wygłasza tam kwestię:

Nie jestem Hamletem. Nie będę grał odtąd żadnej roli. Moje słowa nie mają mi już do powiedzenia. Moje myśli wysysają krew z obrazów. Mój dramat już się nie odbędzie. Za moimi plecami buduje się dekorację. Wznoszą ją ludzie, których mój dramat nie interesuje, dla ludzi, których nic on nie obchodzi. Mnie on również już nie interesuje. Wycofuję się z dalszej gry. […] Mój dramat, gdyby jednak się odbył, odbyłby się w czasie powstania.

 

"Ajas Maszyna", Muzeum Powstania Warszawskiego, fot. Kamila Łapicka
Aktorzy „Ajasa Maszyny” w trakcie ukłonów. W górze – Liberator. Fot. Kamila Łapicka

Ta myśl mogłaby się okazać inspirująca dla kogoś, kto chciałby zgodnie z tendencjami dominującymi w polskim teatrze współczesnym rozbić i przepisać na nowo ponowoczesny, tym razem, dyskurs. A może znajdzie się jeszcze reżyser, który zmierzy się z tematem Powstania, dowodząc, że dyskusja na temat tamtych dni ma sens? Spektakl-instalacja Agnieszki Glińskiej „gdzie ty idziesz dziewczynko” (2016) czy spektakl-oratorium Krystyny Jandy na podstawie „Pamiętnika z powstania warszawskiego” (2014) dowiodły, że jest to możliwe.

W teatrze chodzi w końcu o piękno. O artystyczną, niezależną wypowiedź. Kiedy oglądamy utwory wielkich dramatopisarzy, ich wydźwięk polityczny jest tylko jednym z pięter interpretacji. Na pierwszym planie jest jakaś ogólnoludzka prawda – myśli i emocji. Obawy o zaklasyfikowanie ideologiczne spektaklu nie wydają się więc najlepszym punktem wyjścia. W teatrze mówiącym o demokracji, tak jak w każdym teatrze, największą wartością jest przecież sztuka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *