Łódzki sukces na wysokościach

Radosny tętent (a raczej galop!) 36. Festiwalu Szkół Teatralnych rozbrzmiewał przez kilka majowych dni na Kopernika, Zachodniej, Targowej. W całej Łodzi można było zobaczyć grupki obiektów zidentyfikowanych jako tegoroczni dyplomanci wydziałów aktorskich z plakietką na szyi i czarno-żółtą torbą na ramieniu. Hasło tegorocznej edycji głosiło: „RÓBMY SCENY!” – jako rzecze Rzecznik!

Miałam okazję obejrzeć studentów z Krakowa, Warszawy i Łodzi. Bardzo różnorodną materią nasycili przestrzeń swoich spektakli – od prywatnych inspiracji (krakowskie „Teraz my” oparte m.in. na rozmowach z rodzicami o tym, jakie mieli sny jako dwudziestolatki) do podanych bez interwencji dramaturga tekstów klasyków (łódzka „Operetka”). Pośrodku było miejsce na współczesne teksty („Iluzje” Iwana Wyrypajewa, „Efekt” Lucy Prebble), wypowiadane wprost do widza, bez przypisanych na stałe ról. Ciekawe, że obie inscenizacje opowiadały o Miłości i to do niej w obu przypadkach odnoszą się tytuły.

"Efekt", spektakl dyplomowy AST Kraków, fot. Ewelina Słowińska
„Efekt” Lucy Prebble z Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie, reż. Agnieszka Glińska, fot. Ewelina Słowińska. Na pierwszym planie Daniel Namiotko i Alina Szczegielniak. W głębi Aleksandra Nowosadko, po prawej Emma Herdzik.

W sztuce Prebble, wyreżyserowanej w krakowskiej AST przez Agnieszkę Glińską, jest mowa o Miłości jako efekcie ubocznym zażywania pewnych substancji, albo o Miłości jako kluczowym efekcie działania drugiego człowieka w roli substancji czynnej. Studenci są uczestnikami badań medycznych dotyczących możliwości zwalczenia depresji farmakologią. Temat z pewnością aktualny, choć nie wiem czy najszczęśliwszy na dyplom. Co prawda po kolejnych dawkach leku emocje eskalują, a aktorzy grają naprzemian parę niesubordynowanych (czytaj: zakochanych) pacjentów, jednak tylko kilku z nich – Daniel Namiotko, Joanna Pocica, Weronika Warchoł – ma szansę na zmianę tonu i zrobienie kilku naprawdę dobrych scen.

Wyrypajew znanym już tekstem przypomina, że nie istnieje Miłość bez wzajemności, ale jeszcze silniej napomina, aby żyć z ukochanym człowiekiem, budzić się przy nim i uczyć się go codziennie (bardzo duże poczucie humoru nie może przy tym zaszkodzić!). Zaimponowała mi odwaga Wojciecha Urbańskiego, reżysera „Iluzji” z warszawskiej Akademii Teatralnej, który stworzył bardzo statyczną inscenizację.

"Iluzje", fot. Bartek Warzecha
„Iluzje” Iwana Wyrypajewa z warszawskiej Akademii Teatralnej, reż. Wojciech Urbański, fot. Bartek Warzecha. Od lewej: Marcin Bubółka, Hanna Skarga, Zofia Domalik, Kamil Suszczyk, Vova Makovskyi, Agata Różycka.

Aktorzy literalnie siedzą przed nami i opowiadają na głosy o przyjaźni dwóch małżeństw. Inna sprawa, że tekst Wyrypajewa wymaga niemal melorecytacji (dało się słyszeć, że niektórych zainspirowała fraza Karoliny Gruszki!), więc taki sposób wystawienia najbardziej mu służy. Choć znam „Iluzje”, słuchałam z ciekawością, a to już coś znaczy w odbiorze tej szkatułkowej historii. Ze szczególną ciekawością słuchałam Anny Lemieszek i Kamila Suszczyka. Bardzo podobał mi rodzaj ich skupienia, dzięki któremu ironiczne czy tragiczne fragmenty tekstu miały szansę przeniknąć do widza w formie czystej, bez podobijania ich reakcjami aktorów. Brawo młodzi Koledzy!

Ostatnim dyplomem, o jakim chcę napisać jest „Operetka”. I to nie tylko dlatego, że w foyer usłyszałam, że to jest „taki teatr, którego już nie ma”, a warto by było, żeby jednak istniał.

"Operetka", fot. Michał Siarek
„Operetka” Witolda Gombrowicza z łódzkiej Szkoły Filmowej, reż. Waldemar Zawodziński, fot. Michał Siarek. W uniesieniu Paulina Walendziak (Księżna Himalaj) oraz Mateusz Czwartosz (Książę Himalaj).

Waldemar Zawodziński z muzycznym akompaniamentem Tomasza Kiesewettera przygotował świetny spektakl, trzy i pół godziny najprzedniejszej teatralnej pracy. Wybór utworu, który ma tak długą tradycję w polskim teatrze to duże wyzwanie. Prapremierę wyreżyserował – w Łodzi właśnie, w Teatrze Nowym – Kazimierz Dejmek w roku 1975. Pięć lat później wszedł na afisz warszawskiego Teatru Dramatycznego naszpikowany gwiazdami spektakl Macieja Prusa. W roli Mistrza Fiora wystąpił Gustaw Holoubek, Księcia Himalaj grał Zbigniewa Zapasiewicz, a Hrabia Szarm mógł się poszczycić dublurą Piotra Fronczewskiego i Marka Kondrata. Muzykę napisał Jerzy Satanowski. Krytyka nie krytykowała zupełnie. Lucjan Kydryński pisał w „Przekroju” o inscenizacyjnej przekorze Prusa:

Zamknąć w operetce pewną pasję, pewien dramat, pewien patos, nie naruszając jej świętej głupoty – oto kłopot niemały! Otóż Prus jak gdyby pozbył się tego kłopotu, unikając operetkowego „rozpasania” – roztańczenia i rozśpiewania tak bajecznie zwiewnego i zabawnego i w pamiętnej inscenizacji Dejmka. W Dramatycznym sytuacja już właściwie od początku jest co najmniej napięta. Mistrz Fior w interpretacji Holoubka, czy książę Himalaj w interpretacji Zapasiewicza, to postacie całkowicie odmienne od fruwającego w piruetach Fiora, czy zabawnie zramolałego Himalaja w Teatrze Nowym u Dejmka. Obaj są na swój sposób mądrzy, zgorzkniali, zdający sobie świetnie sprawę z tego, ku czemu zmierza świat. Pierwszy chciałby jeszcze tym światem pokierować we właściwym – ale jakim? – kierunku, drugi – chciałby po prostu ochronić siebie, przetrwać jak długo się da.

"Operetka" (reż. Jerzy Grzegorzewski). Fot. Wojciech Plewiński.
„Operetka”, Teatr Narodowy, reż. Jerzy Grzegorzewski, fot. Wojciech Plewiński. Na pierwszym planie Wojciech Malajkat (Mistrz Fior) i Mariusz Benoit (Hrabia Hufnagiel). Zdjęcie pochodzi ze zbiorów Archiwum Artystycznego Teatru Narodowego. 

Grzechem byłoby nie wspomnieć także o spektaklu Jerzego Grzegorzewskiego wystawionym w roku 2000 w Teatrze Narodowym. Za stronę muzyczną odpowiedzialny był tym razem Stanisław Radwan. Mistrza Fiora grał natomiast Wojciech Malajkat, który podczas oglądanego przeze mnie spektaklu na 36. FST siedział na widowni jako rektor warszawskiej Akademii Teatralnej i być może wewnętrznym szeptem wypowiadał kwestie razem z Anną Bieżyńską, którą Waldemar Zawodziński obsadził w tej samej roli kreatora mód.

"Operetka", fot. Michał Siarek
„Operetka” z łódzkiej Szkoły Filmowej, reż. Waldemar Zawodziński, fot. Michał Siarek. Na pierwszym planie Anna Bieżyńska jako Mistrz Fior.

Oprócz studentów IV roku na scenie wystąpili ich koledzy z młodszych roczników oraz wykładowcy i studenci Akademii Muzycznej im. G. i K. Bacewiczów w Łodzi. Nie było osoby, która nie miała okazji pokazać swojej charyzmy choćby przez kilka minut. Najlepszym przykładem jest znakomity występ Dominika Mironiuka (kończącego II rok!), który grając jednego z Lokajów przez 210 minut był w roli. Inna sprawa, że miał szansę wykonać przejmujący song, co w końcowej części bardzo wymagającego kondycyjnie spektaklu – przetańczonego, prześpiewanego i przetupanego – nie mogło być sprawą prostą, a jednak wyglądał świeżutko, jak spod igły!

"Operetka", fot. Michał Siarek
„Operetka” z łódzkiej Szkoły Filmowej, reż. Waldemar Zawodziński, fot. Michał Siarek. Na drugiej pozycji w galerii lokajów – Dominik Mironiuk.

Studenci grający główne role także bezapelacyjnie wykorzystali swoje szanse, zwłaszcza nadwrażliwa na wysokościach Paulina Walendziak jako Księżna Himalaj i flirtowny jak urodzony bon vivant Dawid Ptak w roli Hrabiego Szarma.

Festiwalowe Jury pod przewodnictwem Jana Frycza postanowiło w tym roku przyznać Grand Prix zespołowi spektaklu „Przebudzenie wiosny” ze Szkoły Filmowej w Łodzi (reż. Kuba Kowalski). Nie miałam okazji zobaczyć tego dyplomu, ale gratuluję z całego serca łódzkim studentom takiej prezentacji na Festiwalu, a gospodarzom wspaniałego wyniku i organizacyjnej perfekcji!

 

Serdecznie dziękuję Panu Wojciechowi Plewińskiemu za pomoc, perfekcjonizm i czas, dzięki którym możecie Państwo oglądać fotografię z „Operetki” Jerzego Grzegorzewskiego w tak pięknym graficznie wydaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *