Wolność wzruszeń

Sztuka, która zaczyna się od słów:

ała

ten dzieciak rzucił we mnie gumą do żucia

jest jak dobrze zarzucona wędka. Na haczyk łapie się z miejsca cała widownia Wrocławskiego Teatru Lalek.

Mądry i trafiający do dziecięcej wyobraźni tekst „Zostań moim przyjacielem” autorstwa Tomasza Mana świetnie sprawdza się w lekturze, ale lalki wykonane przez Iwonę Makowską przydają mu zupełnie nowych kolorów. Naszymi przewodnikami po krainie przyjaźni są cyniczna pingwinka Pinia i przemądrzały żółw Franciszek. Oboje (nie)chcący wkraczają w nowy etap życia. Ona uciekła z zoo, a on został porzucony przez właścicielkę w parku. Razem zasmakują życia na wolności.

Zostań moim przyjacielem, Wrocławski Teatr Lalek, fot. Karol Krukowski.
Franciszek i Pinia, „Zostań moim przyjacielem”, Wrocławski Teatr Lalek, fot. Karol Krukowski

Oglądamy klasyczne przedstawienie, w którym nie widzimy lalkarzy, jedynie marionetki sycylijskie, poruszane od góry. Ten sposób animacji, na przykład w przypadku pingwinki sprawia, że jej głowa i korpus kręcą się osobno, co daje bardzo zabawny efekt, gdy zwierzątko się porusza. W animacji żółwia zachwycają z kolei łapy, które są wykonane z miękkiego materiału i pozwalają mu się pięknie zapierać, gdy właścicielka na siłę stawia go na trawie oraz siadać we wzruszający sposób, gdy się smuci. Pingwinka jest ubarwiona klasycznie, a żółw fantazyjnie – ma trawiastozielony pancerz i czerwony tułów. Do tego nosi modne okulary! Reżyser, Krzysztof Grębski, wykorzystał formę „teatru w teatrze”. Lalki odgrywają swoje przygody na niewielkiej scenie, której rama jest także tłem dla kolorowych projekcji (nocy, lasu, morza), wypełniających całą salę. Udana fuzja nowoczesności i klasyki.

Zostań moim przyjacielem, fot. Karol Krukowski
Bóbr-filozof, „Zostań moim przyjacielem”, Wrocławski Teatr Lalek, fot. Karol Krukowski

Pinia i Franciszek spotykają w lesie rozmaite zwierzęta (sarnę, bobra, jeża, lisa) oraz duchy lasu. Dostają dzięki nim lekcje pokory i  lekcję filozofii. Przeuroczy Bóbr zadaje im bowiem zagadkę Sfinksa! Uczą się także bezinteresownej pomocy. Pinia widzi, że nie zawsze musi być „coś za coś”, bo inaczej się nie opłaca, którą to mądrość wyniosła z zoo, a Franciszek rozumie, że bogactwo nie polega na posiadaniu różowego salonu i jedzeniu trawy z solą i peperoni, tylko na zaufaniu i bliskości z drugim stworzeniem, które cię przytuli w czasie burzy.

"Zostań moim przyjacielem", Wrocławski Teatr Lalek, fot. Karol Krukowski
Pinia za kratami w zoo. „Zostań moim przyjacielem”, Wrocławski Teatr Lalek, fot. Karol Krukowski

Bardzo podobało mi się przedstawienie dzieciom pojęć: wolność, niewola, własność. Pingiwnka uciekając wybrała wolność i wciąż nuci piosenkę, która o tym przypomina:

wolność kocham

wolność wzięłam

wolność lubię

wolności nie zgubię

Nie rozumie, dlaczego Franciszek tak tęskni za swoją właścicielką. Dla niej życie w różowym akwarium i dreptanie po perskim dywanie oznaczałoby niewolę.

Skoro takie duże dziecko, jak ja zdołało się tym wszystkim wzruszyć, to pewna jestem, że ten familijny spektakl podbije serca rodziców i dziadków, którzy wyczytają z tekstu Mana treści, które ich dzieci i wnuki zrozumieją dopiero za kilkanaście lat.

Po ukłonach lalkarze, Anna Kramarczyk i Krzysztof Grębski (tym razem jako wykonawca), wychodzą do dzieci i pozwalają im z bliska obejrzeć bajkowy zwierzyniec. Jest to dodatkową atrakcją w spektaklu, który zawiera także podprogową treść prowegetariańską (protest song „kochajcie nas, nie zabijajcie nas”) oraz znakomicie wyartykułowaną treść proekologiczną (nie śmieć w lesie, bo gumy do żucia i niedopałki nadziewają się na kolce udręczonegoo jeżyka, który zyskuje potem miano „smródmena”!), ale to już materiał na zupełnie inną opowieść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *