W teatrze po cichu się nie da

Scenariusz Martyny Lechman, oparty na reportażu Marty Abramowicz „Zakonnice odchodzą po cichu”  jest  złożony z wypowiedzi na temat wiary i powołania zakonnego. To ważny i oryginalny głos we współczesnym polskim teatrze.

"Zakonnice odchodzą po cichu" (reż. Daria Kopiec)
Na pierwszym planie Joanna Sokołowska, w głębi Małgorzata Mikołajczak. Fot. Krzysztof Ścisłowicz. Teatr im. Kochanowskiego w Opolu.

Cztery aktorki, cztery historie, a za fortepianem Natalia Czekała. Zafascynowało mnie to, co wydarzyło się na opolskiej scenie. Pochylenie się nad duchowością współczesnej kobiety, która decyduje się na życie w zakonie, pokazanie jej rozterek, lęków, wątpliwości – to wszystko zostało zrobione wspaniale i z pietyzmem.

Wieczór rozpoczyna część oparta na improwizacjach. Aktorki w identycznych czarnych golfach i spodniach-cygaretkach stoją przed mikrofonami w różnej odległości od widowni i wypowiadają swoje kwestie na przemian. Mimo zestawu ciekawych wątków (czy zakon to same zakazy? czy religia = tradycja? czy zakonnica może być szczęśliwa?) ten styl mnie zniechęca. Zakazałabym najchętniej mikrofonom wstępu do teatru.

"Zakonnice odchodzą po cichu" (reż. Daria Kopiec)
Na pierwszym planie Karolina Kuklińska, w głębi Małgorzata Mikołajczak. Fot. Krzysztof Ścisłowicz. Teatr im. Kochanowskiego w Opolu.

Czarny uniform aktorski zastępuje zupełnie inny uniform. Wkładany uroczyście. Stroje aktorek to wariacja na temat habitu utrzymanego w tonie wieczorowej elegancji. Patrycja Fitzet zaprojektowała misterne suknie oraz welony w bieli i czerni. Szczególnie zachwyciła mnie damska wersja papieskiego stroju z haftowanym welonem, w której wystąpiła Małgorzata Mikołajczak. Świetnie pamiętam ją z dyplomu warszawskiej Akademii Teatralnej, „Szkice z Dostojewskiego”. Grała Nastazję, szeroko, pięknie, na zatracenie. Bardzo byłam ciekawa, jaką pójdzie drogą.

 

"Szkice z Dostojewskiego" (reż. Maja Komorowska)
„Szkice z Dostojewskiego” (reż. Maja Komorowska), od lewej: Tomasz Olejnik (Gania), Małgorzata Mikołajczak (Nastazja), Stefan Pawłowski (Ferdyszczenko), Adam Machalica.
Fot. Bartek Warzecha / bartekwarzecha.com

„Szkice…” zresztą już w dniu premiery (12 lutego 2014) przeszły do legendy jako ostatni dyplom wyreżyserowany przez Maję Komorowską. To był przykład jubilerskiej roboty. O wierze, buncie i miłości. Te same sprawy porusza opolski spektakl Darii Kopiec, tylko słowami autentycznych kobiet, a nie Dostojewskiego.

Marta Abramowicz zebrała wypowiedzi byłych zakonnic, dla których odejście ze wspólnoty było milowym krokiem, podobnie jak decyzja, by przywdziać habit. Naprawdę niezwykły materiał, dobrze zaadaptowany na teatralną scenę. Siostra Izabela (Karolina Kuklińska), której mimo powołania i świetnego kontaktu z młodzieżą nie pozwolono złożyć ślubów wieczystych. Siostra Agnieszka (Cecylia Caban), która nie mogła się kształcić i opiekować chorymi. Siostra Dorota (Małgorzata Mikołajczak), która popadła w nerwicę, jej osobowość wyblakła, a chęć do życia zniknęła. Siostra Joanna (Joanna Sokołowska), która zbyt dużo czasu spędzała z siostrą Magdaleną.

Jedną z najbardziej przejmujących scen było dla mnie wyliczanie „rozpoznanych wad”. W przypadku Siostry Doroty wyglądało to następująco:

Rozpoznane wady:
Wymądrzanie: denerwuje otoczenie, ośmiesza mnie w oczach rozmówców. Dotyczy Boga (niedozwolone!), matematyki, historii, ogólnych wiadomości, przeczytanych książek.

Leczenie: w pierwszej chwili milczenie, próba pokonania chęci mówienia, rozbudzanie w sobie chęci słuchania. Poskromić też dążenie do nauki i nabywania wiedzy.

[…]

Pragnienie pochwał: silne pragnienie pochwał i akceptacji, silny bunt przeciw naganom.

Leczenie: postępowanie zgodnie z regułami zgromadzenia, milczące przyjęcie upomnienia, dostosowanie się. Modlitwa do Matki Bożej.

Teraz lepiej rozumiem początek spektaklu. Rozmowy aktorek na temat ich stosunku do wiary i do zawodu: zatracenie własnej osobowości w roli, posłuszeństwo, identyfikacja ze wspólną sprawą. Zaskakująco dużo punktów wspólnych z historiami młodych zakonnic.

Jak tylko przestawienie rozpocznie się na dobre, można w nim odnaleźć same atuty. Po pierwsze: czystość i prostotę scenografii. Scena jest niemal naga, na scenicznych deskach stoją tylko krzesła i fortepian. To nie tylko metafora zakonnego ubóstwa, ale także, paradoksalnie, znakomita przestrzeń do pokazania talentu i emocji. Po drugie: zaangażowane aktorstwo bez cienia przerysowania czy egzaltacji. Aktorki śpiewają także a capella na głosy, co daje misteryjny, piękny efekt. Towarzyszy im na fortepianie Natalia Czekała. Dodaje wokalizy i frymuśne wstawki (gra na sztućcach!). Mimo młodego wieku jest dojrzałą i uformowaną artystką. Jej rola nie jest do końca określona, jako Trickster zakrada się do różnych opowieści. Raz jest mistrzynią nowicjatu, a raz karzącym sumieniem młodej siostry, która „zjadła jabłko w pokoju, nie w refektarzu”.

"Zakonnice odchodzą po cichu" (reż. Daria Kopiec)
Na pierwszym planie Joanna Sokołowska, w głębi Karolina Kuklińska. Fot. Krzysztof Ścisłowicz. Teatr im. Kochanowskiego w Opolu.

I po trzecie: temat. Daje nam wgląd za mury klasztoru, do świata, do którego zwykle wstęp jest wzbroniony. Pozwala udzielić choć cząstkowej odpowiedzi na pytanie, jak wygląda życie we wspólnotach zakonnych. Jakie są obowiązki kobiet w nowicjacie, jak sobie radzą ze słabościami, jak kształtują własny charakter. I w końcu – z jakiego powodu odchodzą.

2 thoughts on “W teatrze po cichu się nie da

  1. Szanowny Panie Robercie,
    bardzo dziękuję za te słowa, co za piękny początek blogerskiego roku 2018! Obiecuję trzymać poziom!
    Pozdrawiam Pana serdecznie,
    Kamila Łapicka

  2. Nie wiem, co powiedzieć. Widzę wielki talent i możliwości. Macte animo, piękna Kobieto. Quod factum est tege, quod futurum rege!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *