Cudzoziemski król

Żeby nie chodzić do szkoły.

Żeby każdy miał Xboxa i codziennie na nim grał.

Żeby mieć prywatnego konia.

Żeby nie trzeba było tak dużo jeść zdrowego.

Żeby w ogóle nie czytać.

To postulaty dzieci z roku 2017. Czy różnią się od pragnień chłopców i dziewcząt sprzed niemal stu lat? Sprawdźmy:

Żeby każde dziecko miało zegarek.

I żeby dzieciom wolno było telefonować.

I żeby nas nie całowali.

Żeby dorośli chodzili do szkoły.

Żeby dzieci miały pieniądze i żeby mogły kupować.

Poza awersją do zdrowego jedzenia i całusów rozdawanych przez nadgorliwe ciocie – różnic brak. Pierwsza lista jest kopią moich notatek czynionych pieczołowicie na odwrocie biletu na „Króla Maciusia I” w warszawskim Teatrze Lalka, w czasie gdy król-reformator przeprowadzał ankietę na widowni. Druga pochodzi z książki Janusza Korczaka, wydanej z początkiem lat 20.

Spektakl w Teatrze Lalka jest pełen teatralnej urody, czystości i prostoty, jakie nieczęsto się już spotyka. W epoce Xboxa łatwiej przyciągnąć dziecięcą uwagę za pomocą fantastycznych trików technicznych, niż sztuki aktorskiej i prowadzenia lalki. Inna sprawa, że sobowtór Maciusia jest jedyna lalką, jaką oglądają widzowie. Całe przedstawienie jest oparte na grze aktorów. Młodemu królowi towarzyszą doradcy – ministrowie sprawiedliwości, edukacji, zdrowia i finansów.

Od lewej: Grzegorz Feluś, Aneta Harasimczuk, Rafał Derkacz, Beata Duda-Perzyna, Wojciech Pałęcki. Fot. Marta Ankiersztejn. Zdjęcie z zasobów Teatru Lalka w Warszawie.

Wykonawcy mają znaczące kostiumy, takie jak waga zawieszona na astronomicznie wysokim koku ministry (!) sprawiedliwości czy poczciwe lusterko lekarskie na czole ministra zdrowia. Aktorzy przybierają charakterystyczne pozy i modulują głos. Wszystko po to, by zniuansować postaci i ułatwić dziecięcym widzom ich identyfikację. Mojemu czułemu uchu nie umknęło, że po spektaklu także rodzice mówili w szatni, jak bardzo przedstawienie im się podobało. Myślę, że duża w tym zasługa Martyny Lechman, która umiejętnie zaadaptowała wielowątkowy utwór Korczaka na scenę, tworząc klarowną opowieść.

W głównej roli występuje Rafał Derkacz, którego widziałam na scenie po raz pierwszy. Jest idealnym Maciusiem. Rozumiem, dlaczego reżyserka Daria Kopiec zobaczyła w nim tę postać. Łatwo zdobywa zaufanie widzów, ma delikatną urodę i rodzaj scenicznej szczerości, który jest cechą wrodzoną. Dzieci wyczuwają w nim bratnią duszę, kamrata, czy jak się współcześnie mówi – ziomka. Rozumieją, że nie można przez cały dzień uczyć się łaciny i jeść z zegarkiem w ręku przez 16 minut i 35 sekund, gdy czeka zabawa!

Mój zachwyt absolutny wywołała Olga Ryl-Krystianowska w roli małej ludożerki Taliki (u Korczaka noszącej imię Klu-Klu), która żyje zgodnie z rytmem natury i nie rozumie sztywności królewskiego grafiku. Pewnie dlatego z rozbrajającą szczerością odpowiada ciekawemu jej życia Maciusiowi, że po obiedzie będzie to, co po obiedzie.

Od lewej: Maciuś, kolorowa jak ptak Talika (Olga Ryl-Krystianowska) i Maciuś (Rafał Derkacz). Fot. Marta Ankiersztejn. Zdjęcie z zasobów Teatru Lalka w Warszawie.

Egzotyczna postać Ryl-Krystianowskiej jest symbolem Innego, pozornej niemożności porozumienia z powodu mówienia różnymi językami. W jej przypadku ludzką mowę zastąpiły z powodzeniem onomatopeiczne dźwięki, kalambury i śpiew. Ciekawie brzmi w tym kontekście wypowiedź Janusza Korczaka na temat statusu dziecka:

Dziecko jest cudzoziemcem, nie rozumie języka, nie zna kierunku ulic, nie zna praw i zwyczajów. Niekiedy samo rozejrzeć się woli, gdy trudno, prosi o wskazówkę i radę. Potrzebny przewodnik, który grzecznie odpowie na pytanie.

Cytat ten pochodzi z książki „Prawo dziecka do szacunku”, która ukazała się kilka lat po publikacji „Maciusia”, w roku 1928. Korczak złożył w niej hołd autonomii dziecięcego istnienia. Dziecko małe, lekkie, mniej go jest. Musimy się pochylić, zniżyć ku niemu, przekonywał.

 

Janusz Korczak z dziećmi. Zdjęcie ze zbiorów Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma.

Stary Doktor doceniał szczodrą radość dziecka i jego bez potrzeby rozpytywanie. Samodzielność poczynań. Miał szacunek dla jego niepowodzeń i łez. W celny sposób analizował także dziecięcą potrzebę posiadania czegoś na własność, która tak często pojawia się w spisie pragnień zamieszczonym na początku tego tekstu. „Żeby każdy miał…” – tak najczęściej rozpoczynały się wypowiedzi chłopców i dziewczynek z widowni Teatru Lalka. Korczak zaś pisał:

Żebrak rozporządza do woli jałmużną, dziecko nic nie ma własnego, musi zdać sprawę z każdego otrzymanego za darmo do użytku przedmiotu. Nie wolno podrzeć, złamać, zabrudzić, nie wolno podarować, nie wolno odrzucić niechętnie. Ma przyjąć i być zadowolone. Wszystko w oznaczonym miejscu i czasie, rozważnie i zgodnie z przeznaczeniem. (Może dlatego ceni bezwartościowe drobiazgi, które budzą zdziwione politowanie: rupiecie – jedyna naprawdę własność i bogactwo sznurka, pudełka, paciorków).

Teraz łatwiej zrozumieć, dlaczego Maciuś nosi w kieszeni pomarańczowy klocek, który całuje ukradkiem. To w skarbcu jego królestwa najcenniejszy skarb.

 

Cytaty z „Prawa dziecka do szacunku” Janusza Korczaka pochodzą z wydania opublikowanego w roku 2012 przez Rzecznika Praw Dziecka (strony: 28, 8, 12).

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *